niedziela, 23 lipca 2017

Gratka dla fanów smoków - ''Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowywanie ludzi''

Panna Drake, uparty i zrzędliwy smok – czy tego chce, czy nie – ma nowego pupila: nad wiek wygadaną Winnie. O dziwo, Winnie myśli, że ona jest właścicielką panny Drake – co za niedorzeczny pomysł! Przed smoczycą trudne zadanie: wychować tę pyskatą osóbkę na idealną towarzyszkę. Tymczasem zupełnie niechcący Winnie wypuszcza na ulice San Francisco magiczne i niebezpieczne szkicelungi... Czy Winnie i panna Drake położą kres chaosowi? Czy uda im się uwierzyć, że przyjaźń może wynagrodzić ból po stracie najbliższych?
Hej Kochani! 
Dzisiaj recenzja ''Poradnika dla smoków. Żywienie i wychowywanie ludzi'' autorstwa Laurence Yep i Joanne Ryder. Razem z tym postem udamy się do krainy gdzie naprawdę żyją smoki! Niezwykłe prawda? Zapraszam! :D

 Kategoria: Literatura dziecięca
Wydawnictwo: Iuvi
Cykl: Poradnik dla smoków (tom 1)
Tłumaczenie: Agnieszka Pohl

Na książkę tą trafiłam dzięki Wydawnictwu Iuvi, które wysłało mi ją abym przeczytała coś nieco ''lżejszego'' niż klasyczna fantastyka. 
Mówiąc ''lżejszego'' mam na myśli zarówno ciężar poradnika, bo jest lekturą łatwą do przetransportowania w torebce, ale również jej treść, ponieważ nie mamy tu do czynienia z jakaś skomplikowaną historią o życiowych problemach, ale bajką dla dzieci. :)
  ''Podstawą w obchodzeniu się z ludzkimi istotami, które w dziewięćdziesięciu procentach są małpami, jest silna łapa. A nie ma silniejszej łapy od mojej.''
Książka jest króciutka, więc moja recenzja również będzie niedługa, a treściwa.
Powieści dla dzieci są nieco inne niż te dla bardziej dojrzałych czytelników, są proste ale również bardzo symboliczne. Panna Drake, smok który wychowuje Winnie podsuwa nam niezbędne rady jak się zachowywać z naszymi podopiecznymi. Dzięki tej książce i jej fabule opierającej się na prostocie młodzi ludzie dowiedzą się czegoś o smokach, a więksi zrozumieją potęgę przyjaźni i miłości, książka jest więc idealnym pomysłem na wspólne, rodzinne czytanie na dobranoc.

BOHATEROWIE:
PANNA DRAKE, zrzędliwa, ale również bardzo mądra, klasyczny rodzic, który daje w kość, ale kocha swoje pociechy i szanuje przyjaciół. Jej postać wskazuje, że należy się opiekować innymi, ale jest również przykładem kogoś kto stracił bliską osobę.
WINNIE, ciesząca się życiem, chociaż los wcale jej nie oszczędził. Nie ma ojca, ale dzięki Pannie Drake czuje się mniej samotna. Może i jest natrętna, ale staje się ''promyczkiem'' w życiu samotnego smoka. Winnie uczy nas cieszenia się z życia i wiecznego entuzjazmu. 
Tytuł oryginału: A Dragon's Guide to the Care and Feeding of Humans
Data wydania: 26 października 2016
Liczba stron: 208
Ocena treści: 6/10
Ocena wydania: 8/10
ZA EGZEMPLARZ RECENZENCKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU IUVI! <3 
 DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE TEJ RECENZJI!!!
Do następnego, 
StormWind

czwartek, 20 lipca 2017

A gdyby tak zostać zabójcą? ''Szklany tron'' - Sarah J. Maas

Siedemnastoletnia Celaena jest wyszkolonym zabójcą, jednym z najlepszych, ale popełniła fatalny błąd. Została złapana i skazana na dożywotnią niewolniczą pracę w kopalni soli Endovier. Książę Dorian składa jej ofertę. Celaena musi walczyć na śmierć i życie w turnieju o tytuł królewskiego zabójcy. Jeśli wygra... będzie wolna, jeśli przegra... jej wybawieniem będzie śmierć. Uczestnicy turnieju giną w tajemniczych okolicznościach. Czy Celaena zdoła zdemaskować zabójcę zanim sama stanie się ofiarą?
To opis książki, którą właśnie przeczytałam i którą z przyjemnością dzisiaj Wam zrecenzuję, ale wracając do strandardów... 

Hejj Kochani!
Dawno mnie tutaj nie było, wiem.
Czy ktoś jeszcze czyta tego bloga??? Skrycie marzę, że tak...
***
Dzisiaj recenzja Szklanego tronu. Na początku już muszę Was ostrzec, że będzie zabójcza, ale spokojnie, usiądźcie sobie wygodnie i postarajcie się oddychać. Zapraszam!


Autor: Sarah J. Maas
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Cykl: Szklany tron (tom 1)
Wydawnictwo: Uroboros
 Kategoria: fantasy

Chyba każdy słyszał o serii Szklany tron, od wielu lat jest popularna, a nowe części nieustannie przyciągają czytelników. Autorka zdobywa coraz to nowych fanów dzięki zarówno tym pozycjom jak i przy udziale Dworu cierni i róż, czyli jej nieco nowszej serii.
Mając na myśli każdy wzięłam pod uwagę również siebie, bo znałam tą książkę z widzenia jak niektórzy swoich ''przyjaciół'' na Facebooku... Jednak lektura ostatecznie trafiła w moje łapki dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uroboros, za co bardzo dziękuję. <3
'' -Masz straszne blizny-rzekł cicho.
Zabójczyni oparła dłoń na biodrze i podeszła do drzwi garderoby.
-Wszyscy nosimy blizny, Dorian. Jedyna różnica polega na tym, że moje są bardziej widoczne od innych.''
Przechodząc do ogólnych wrażeń. Szklany tron  jest jedną z nielicznych pozycji, które wciągnęły mnie bez reszty mimo dosyć dziwnego wątku miłosnego. Pierwszy raz od dłuższego czasu patrząc na litery i zdania zachwycałam się ich budową, prostą a równocześnie skomplikowaną. Tylko nieliczni pisarze umieją tak dobrze wykonywać swoją pracę abyśmy z chęcią przekręcali kartki i kupowali zaraz następne części cyklu. Przedstawiony w tej książce styl autorki jest świeżością w świecie dumnych twórców, którzy przynudzają czytelnika.
Wiele razy odkładałam zapoznanie się z tą lekturą na później, teraz tego żałuję.
Szklany tron  ma w sobie mnóstwo elementów magicznych, totalnie nierealistycznych, ale włącza też cechy dobrego kryminału przez zagadkę ''kto jest mordercą''. Autorka tak uwikłała całą historię, że odpowiedź na to pytanie poznajemy dopiero na końcu i jest to niemały szok.
''- Czujesz się samotna? - wyrwało mu się.
- Samotna? (...) Nie. Potrafię dać sobie radę sama, o ile mam co czytać.''
Jeśli chodzi o bohaterów to mamy do czynienia z takimi, których da się lubić, nie są egoistyczni ani próżni. Calaena, czyli główna postać może Wam podsuwać na myśl Katniss z Igrzysk śmierci  i jest to słuszne skojarzenie, ponieważ obie dziewczyny są trochę do siebie podobne. Reprezentują silne, niezależne kobiety, które przezwyciężają strach i walczą w dobrej sprawie. Szklany tron  przypomina pomysł Suzanne Collins na jej książkę, ale spójrzmy prawdzie w oczy, nie po raz  pierwszy jakiś autor wzoruje się na Igrzyskach, a przecież lubimy czytać o kimś wyjątkowym, kto walczy z ograniczającym go światem (i przy okazji znajdzie miłość). Bajka. Może faktycznie dość fantastyczna ta miłosna bajka...


BOHATEROWIE:
CALAENA, piękna, niezależna, zabójcza, ideał kobiety... Polubiłam tą dziewczynę, dużo przeszła, ale mimo to nie rozkleja się i walczy. Dzięki jej postawie czytelnik także czuje się podbudowany w ciężkich chwilach.
DORIAN, przystojny, zakochany w Calaenie, taki cham co leci na wygląd, ale miły... Powiem Wam szczerze, że mimo iż to rozpieszczony do bólu królewicz to ma serce i według mnie jest całkiem zabawny.
CHAOL, lojalny, dobrze spełnia swoje obowiązki kapitana Gwardii Królewskiej, uczciwy i dobry człowiek. Troszkę irytował mnie fakt, że nie walczy o swoją ukochaną, ale ma swoje powody...

I jeszcze muszę wspomnieć o trochę mniej ważnej bohaterce, ale należącej do tego zakochanego kwadraciku, Kaltain, okropna, nieszczera i ogólnie znienawidzona przeze mnie bohaterka. Bee a fuuujj. Ale fakt, że sieje zamęt fajnie wpływa na akcję, która przyspiesza i łapie za serducho.
Drugą moją znielubianą postacią jest król, cicho liczę na to, że ktoś mu odbierze koronę albo wbije nóż w serce, ale proszę nie spojlerujcie mi...

Szczerze Wam powiem, że nie wiem do którego teamu należę i czy bardziej polubiłam Chaola czy Doriana, muszę przeczytać dalsze części aby określić który z nich bardziej zasługuje na Calaenę. Póki co chyba bardziej Chaol...


Tytuł oryginału: Throne of Glass
Data wydania: 25 czerwca 2013
Liczba stron: 520

Ocena treści: 8/10
Ocena wydania: 7/10 


ZA EGZEMPLARZ RECENZENCKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU UROBOROS! <3

DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE TEJ RECENZJI!!!
Do następnego, 
StormWind

poniedziałek, 27 lutego 2017

Pochłonął mnie świat mang... - [recenzja] ''Tokyo Ghoul tom 2'' Sui Ishida

Hej Kochani! 
Czy do Was też już zawitała wiosna?
Dzisiaj zapraszam Was na świeżutka recenzję drugiej części TG :D
Gotowi? Let's go!

Tytuł: Tokyo Ghoul tom 2
Autorka: Sui Ishida
Cykl: Tokyo Ghoul (tom 2)
Wydawnictwo: Waneko
Tłumaczenie: Joanna Kochanowska
Tytuł oryginału: Tokyo Ghoul
Data wydania: czerwiec 2015
Liczba stron: 210
Kategoria: manga
Opis z okładki: Po tym, jak wszczepiono mu narządy ghula, Kaneki coraz bardziej upodabnia się do tych tajemniczych istot.
Kiedy targany wątpliwościami postanawia rozpocząć pracę w Anteiku, na horyzoncie pojawiają się "gołębie" - inspektorzy ghuli.
''Wcześniej byłem zwykłym człowiekiem...''
Po przeczytaniu pierwszej części Tokyo Ghoul'a miałam wielką ochotę na dalszy ciąg przygód Kanekiego, dlatego wzięłam do łapek kolejną mangę. 
Powiem Wam, że jestem bardzo zafascynowana Japonią, nie licząc Rosji to mój ulubiony kraj. To jedzenie, styl ubioru, kultura, język... Sushi oczywiście na pierwszym miejscu 
Każda ''część'' Japonii wydaje się zarówno niedostępna, tajemnicza, jak i fascynująca! Tak samo jest z serią autorstwa Sui Ishidy... W świecie ghouli żyjemy jeden dzień, ale toniemy w nim na znacznie dłużej..., a chodzi mi o to, że komiks ten czyta się niezwykle szybko, wystarczy wieczór pod kocykiem albo popołudnie na kocyku, a rozpamiętuje się o historii znacznie dłużej! 
O bohaterach rozpisałam się już w recenzji pierwszej części, więc dzisiaj tylko wspomnę Wam, że w tym tomie częściej mamy do czynienia z Touką, którą bardzo polubiłam. 
Oczywiście rysunki to mistrzostwo i dla mnie jako dla miłośnika ołówków, szkiców, czy jakiejkolwiek sztuki to istna rozkosz... <3 




Wiem, że te kilka zdań recenzji nie odda treści, ale może zachęcę Was piosenką oddającą nastrój Tokyo Ghoula? 
#kpop
Ostatnio naprawdę nie wiem dlaczego słucham czegoś takiego, ale idealnie pasuje do nastroju tej mangi :D Aaaa i tańczą fajnie <3 

''I niech los zawsze wam sprzyja''
Buziaki, 
StormWind :*

środa, 22 lutego 2017

Czy warto czytać książkowe nowości/miłości? - ''Całkiem obcy człowiek'' R. Stead

Cześć Kochani!
Po niecałym miesiącu przerwy wracam do blogowania... Bardzo Was przepraszam za aż tak długą przerwę, w ramach rekompensaty niedługo pojawi się niespodzianka!
A dzisiaj... Odpowiemy sobie na pytanie: ''Czy warto czytać książkowe nowości'', opowiem Wam także o najnowszej lekturze od Wydawnictwa Iuvi!
A więc jesteście gotowi? Zapnijcie pasy i jedziemy!
Tytuł: Całkiem obcy człowiek
Autor: Rebecca Stead
Tłumaczenie: Krystyna Kornas
Wydawnictwo: Iuvi
Tytuł oryginału: Goobye Stranger
Data wydania: 15 lutego 2017
Liczba stron: 328
Kategoria: literatura młodzieżowa
Opis: „Która to prawdziwa ty? Ta, która zrobiła coś okropnego, czy ta, która się przeraziła tym, co zrobiła? I czy jedna może przebaczyć drugiej?”
Bridge, Tabitha i Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń.
Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić kocie uszy i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to pomoże im przetrwać?
Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewniej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu.
A, i jeszcze Jamie, poważny starszy brat, którego głupi zakład z kumplem kończy się… no, prawie katastrofą.
Całkiem obcy człowiek to niezwykła książka o miłości i przyjaźni, zaufaniu i zdradzie, chłopakach i dziewczynach…
O nastolatkach, z których każdy usiłuje znaleźć własny sposób, by przetrwać w wariackim świecie, nie łamiąc sobie serca, i nie zwariować.
 ''Powiedzmy, że z każdym człowiekiem związane jest dziewięć tysięcy różnych rzeczy (...) i powiedzmy, że dwoje ludzi zakochuje się w sobie, bo im się wydaje, że ich rzeczy do siebie pasują. Ale nie wiedzą, że tak naprawdę pasuje do siebie tylko tysiąc z tych rzeczy''
Kiedy Storm sięga po książkę, która nie jest fantastyką oznacza to jedną z dwóch rzeczy albo zwariowała albo dostała coś w prezencie... W przypadku Całkiem obcego człowieka był to ten drugi czynnik, ponieważ otrzymałam wyżej wymienioną pozycję od Wydawnictwa Iuvi. Na początku muszę Wam powiedzieć, że książka przyszła do mnie w pięknym srebrnym woreczku... Ahhh i ja już jestem kupiona takimi ''drobiazgiem''...
Jeśli chodzi o ogólne wrażenia co do treści muszę Wam powiedzieć, że jestem zadowolona, ale nie do końca. Jest to lekka książka, którą śmiało można potraktować jako ''przerywnik'' między długimi seriami. Książka opowiada o walentynkach, więc idealnie wpisała się w tematykę lutego. Przeczytałam nią bardzo szybko, bo właściwie w 2 dni, a patrząc na to, że mam mało czasu na czytanie to naprawdę jest to szok...
O AUTORCE
Rebecca Stead - autorka książek dla młodzieży, oprócz Całkiem obcego człowieka jest także twórczynią When You Reach Me, powieści Kłamca i szpieg (która niedługo zostanie wydana przez Iuvi) oraz First Light
Rebecca wraz z rodziną mieszka w Nowym Jorku.
Akcja książki toczy się miarowym tempem, które ani nie przyspiesza, ani nie zwalnia. Dzięki temu zabiegowi czytelnik nie nudzi się czytając, a prostota przedstawionej historii uderza ze zdwojoną siłą. 
Całkiem obcy człowiek, podzielony na rozdziały, które są naprawdę krótkie i mają nazwy, a nie cyferki wzbudził we mnie wiele pozytywnych emocji, ale muszę Wam  przyznać, że nie mogłam się pozbyć wrażenia, że jestem ''za stara na tą książkę''. Po prostu bardziej przemawia do mnie skomplikowana fabuła niż opowieść o dojrzewaniu... 

Jeśli chodzi o bohaterów to są oni w kilku płaszczyznach, które z czasem ''łączą się''. Widzimy Bridge i historię jej przyjaźni z dziewczynami, Sherma z punktu widzenia dziewczyny oraz jego listy, do dziadka. Mamy do czynienia także z bratem Bridge i z dziewczyną, dla której walentynki zmienią wszystko... 
Fabuła jest więc trochę roztrzepana, ale wątki ''zazębiają się'', tworząc historię prostą. 

Plusem książki są nie tylko nazwy rozdziałów, ale też czcionka, która jest duża i idealna dla nocnych czytelników.

''Nie było czarnej linii oddzielającej Kolorado od Utah. Nie było czarnej linii pomiędzy przyjaźnią a tym, co mogło przyjść po niej.''
Nie zachwyciłam się Ugly Love, od którego uderzała prostota, ale też nuda...
Jeśli chodzi o tą książkę to moja ocena to: 6/10.
Coraz częściej słyszę zachwyty nad ''prostymi historiami'', o życiu, dorastaniu i powiem Wam, że książka ta sprawdzi się idealnie dla miłośników właśnie takich ''ludzkich historii''. Ja niestety do takich ludzi nie należę...
A jeśli nie przekonała Was recenzja to powiem Wam, że mogę tą książkę porównywać do piosenki, która wywołała we mnie zarówno zachwyt jak i negatywne emocje...

Jeszcze raz bardzo dziękuję Wydawnictwu Iuvi za egzemplarz recenzencki! 
 ''I niech los zawsze wam sprzyja!''
Buziaki, 
StormWind








niedziela, 22 stycznia 2017

Ostanowka: Rossija wyd. specjal. 1/2017

Привет! <3  
Сегодня тема: Москва. Мне очень понравилось этот город, поэтому,  я расскажу вам о неё.
<-- Cześć Kochani! 
Dzisiejszy temat: Moskwa. Bardzo mi się spodobało to miasto, dlatego opowiem Wam o nim... i oczywiście o pierwszym tegorocznym wydaniu Ostanowki: Rossiji. Zapraszam! <3

 Na początku muszę Wam powiedzieć, że gdy ujrzałam okładkę tego magazynu to oniemiałam. Jest ona tak bardzo przepiękna, że zapiera dech w piersiach. Naprawdę... Przeglądając strony gazety zobaczymy równie bajeczne zdjęcia, które z całą pewnością zachęcają do wycieczki do Rosji.   

                                 в этом выпуске:

  •     Москва - Визитная карточка
  •     Передвижение по Москве  
  •     Московские театры
  •     Кремль и Красная площадь
  •     Москва-сити
  •     Московские храмы  
  •     Сталинские высотки
  •     Жизнь в Москве

Najbardziej spodobał mi się artykuł o życiu w Moskwie, ponieważ jest po prostu prawdziwy i przydatny. Fajny jest też tekst o środkach transportu i Teatrze Moskiewskim. <3
 

Pewnie zadajecie sobie pytanie: Jaka jest Ostanowka: Rosija? Czy to magazyn dla mnie?
Ja mogę Wam powiedzieć, że wydanie to jest najlepszym z jakim dotychczas się spotkałam od Wydawnictwa Colorful Media. I nie chodzi mi tutaj tylko o fajne obrazki, ale i o treść. Dzięki temu magazynowi mogłam się w ciekawy sposób przygotować na konkurs wiedzy o Rosji i liznęłam troszkę słówek. <3
Magazyn jest dla uczących się języka rosyjskiego, ale ja proponuję nawet żółtodziobowi wziąć go do łapek. Może nawet te barwne obrazki zachęcą go do poznania cyrylicy? Szczerze na to liczę! <3    


Ten magazyn jest niczym piosenka Skillet:
Szczerze polecam (zarówno zespół, piosenkę, jak i wydawnictwo i ten numer Ostanowki: Rossiji) <3
 
ZA EGZEMPLARZ RECENZENCKI BARDZO DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU COLORFUL MEDIA! <3
Na dzisiaj to tyle. :)
''I niech los zawsze wam sprzyja''! 
Buziaki, 
StormWind :*

środa, 18 stycznia 2017

A gdyby tak zstąpić do Piekła, recenzja ''Ja, diablicy'' - K. B. Miszczuk

Cześć Kochani! 
Dzisiaj kolejna recenzja, tym razem będzie to ''czysta fantastyka'', a nie jakaś nędzna jej podróbka. ''Ja, diablica'' to polska książka... więc dlaczego trafiła w moje łapki? I co ważniejsze: Czy Piekło jest aż takie złe? Czy trójkąty miłosne kiedyś przestaną być obecne w książkach? O tym w recenzji... Zapraszam! <3
Tytuł: Ja, diablica 
Autorka: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W. A. B.
Data wydania: 6 października 2010
Liczba stron: 416
Kategoria: fantastyka <3
Opis: Gdy dwudziestoletnia Wiktoria zostaje zamordowana, zaczyna nowe życie. Dosłownie. Trafia do piekielnego Los Diablos, gdzie dostaje intratną posadę diablicy. Jej zadaniem jest targowanie się o dusze zmarłych, czyli potencjalnych nowych obywateli Piekła. Jednak Wiktoria nie potrafi pogodzić się ze swoją przedwczesną śmiercią, dlatego ciągle wraca na ziemię. Postanawia też zawalczyć o miłość swojego życia i... wybrać między przystojnym diabłem Belethem a śmiertelnikiem Piotrem.
''- Ślicznie wyglądasz, kochanie. - Beleth bezczelnie wpatrywał mi się w dekolt.
- Dziękuję, ale oczy mam wyżej - mruknęłam z przekąsem.
- Doskonale zdaję sobie z tego sprawę - odparł z lubieżnym uśmiechem. - Jednak twój dekolt jest znacznie bardziej kuszący.''

Zaczęłam cytatem, który powalił mnie na łopatki...
O Ja, Diablicy słyszałam już baaardzo dawno temu, ale to Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie i spotkanie z autorką zachęciły mnie do przeczytania tej pozycji.  Już po zerknięciu na opis byłam bardzo podekscytowana, ponieważ czytając książkę B. M. Sanchez pt. Dzień, w którym umarłam bardzo spodobała mi się tematyka przewidywania ''co jest dalej po śmierci'' i byłam ciekawa pomysłu pani Miszczuk.

Sam pomysł przedstawienia Piekła jest cudowny. Autorka zaskoczyła mnie swoją oryginalnością. W książce K. B. Miszczuk poznajemy Piekło jako miejsce wiecznych imprez, szaleństwa i... szczęścia. Niebo jest nudne i przewidywalne.
Akcja bardzo mile mnie zaskoczyła, ponieważ od pierwszej strony jest bardzo szybka. Porywa czytelnika. Według mnie zwalnia dopiero koło 300. strony, kiedy to mnie na przykład Ja, diablica zaczęła nudzić niedograniami związanymi z trójkątem miłosnym, który się pojawia.

NOTA O AUTORCE
Lekarka, w 2013 roku ukończyła Warszawski Uniwersytet Medyczny. Swoją debiutancką powieść "Wilk" (2006) napisała w wieku piętnastu lat, a wydała trzy lata później. W roku 2009 ukazała się kontynuacja tej książki - "Wilczyca". Została za nią nominowana do Nagrody Nautilus, będącej corocznym plebiscytem czytelników na najlepszy polski fantastyczny utwór literacki.

Bohaterowie to między innymi Wiktoria, Beleth, Piotrek (okropne imię), Kleopatra i Azazel.
Trzy pierwsze, wyżej wymienione postaci tworzą śliczny trójkącik, na myśl którego naprawdę nie mam ochoty pisać tej recenzji.
To, że w jednej bohaterce zakochuje się więcej niż jeden facet to normalka, w tym gatunku to nawet więcej niż ''normalka'', ALE ILE MOŻE WLEC SIĘ TRÓJKĄT?! Zachowanie głównej bohaterki to totalny absurd, a to co zrobiła na koniec książki zniszczyło moją psychikę...
Beleth, upadły anioł. Wyobrażam sobie go jako cwaniaczka ze zboczonym uśmieszkiem. Ale dziewczyny: Czy my właśnie takich bohaterów nie kochamy? Nie wiem jak wy... Ale ja i moja przyjaciółka tak... Z całą pewnością postać tego gościa zainteresuje dziewczyny z #TeamWarner lub/i #TeamAlois.
Jeśli chodzi o to dziwadło o paskudnym imieniu, znaczy Piotrka to mogę go określić jednym słowem: śmiertelnik. Nic więcej... Normalny facet, jak dla mnie beznadziejny... I świadczy o tym też fakt, że nie podkreśliłam żadnej jego wypowiedzi, a Beletha prawie wszystkie...
#TeamBeleth! 
'' - Jeśli uważasz, że w gabinecie Lucyfera zedrę z ciebie garnitur, to się mylisz - oświadczyłam, a on zrobił minę zbitego psa.
- A może chociaż same spodnie? - zaproponował nieśmiało. Spojrzałam na niego ostro.
- Zboczeniec...
- Ty zaczęłaś. - Uśmiechnął się od ucha do ucha.''
UWAGA SPOJLERY!
A tak na marginesie mówiąc, do końca liczyłam, że wybierze Beletha, ale nie, główna bohaterka, przeciągała trójkąt do samego końca, wybrała sierotę Piotrka, na co Beleth mówi: ''że będzie walczył''. Zachowanie diabła na koniec jest tak bardzo piękne, nie każdy potrafi przecież dać komuś odejść... Obawiam się tylko, że w drugiej części znowu pojawi się wesoły trójkąt i dlatego na razie sobie ją odpuszczam...
KONIEC SPOJLERÓW


 Na koniec parę słów o wydaniu.
Okładka jest podwójna, to znaczy, że nie jest taką normalną miękką, ale grubszą i z ''dwoma warstwami''. Pierwszy raz się z czymś takim spotykam, uważam że to genialny pomysł, książka napewno się mniej zniszczy. Mniej podoba mi się przedstawiony wygląd Wiktorii, ale każdy ma swój gust.
Czcionka idealna, ułatwia z całą pewnością szybkie czytanie.
Plusem z całą pewnością jest cyfra obwieszczająca początek rozdziału, która nie wiem jak Wam, ale mi kojarzy się z drogą do Piekieł...


Mogę Wam tą książkę określić fragmentem wiersza Poświatowskiej
''wzmogła
rytm serca
rozdrażniła
mój żywy organizm
rozkołysała zmysły''.
Bo właśnie taka jest ''Ja, diablica''. Wzmaga rytm serca, kołysze zmysły i zabija na końcu.  
Polecam w szczególności miłośnikom fantastyki, którzy przymykają oko 
na trójkąt miłosny...  
Moja ocena: 8/10  

ZA EGZEMPLARZ RECENZENCKI BARDZO DZIĘKUJĘ GRUPIE WYDAWNICZEJ FOKSAL. <3


''I niech los zawsze wam sprzyja'' 
StormWind
Wykonała Ronnie