poniedziałek, 27 lutego 2017

Pochłonął mnie świat mang... - [recenzja] ''Tokyo Ghoul tom 2'' Sui Ishida

Hej Kochani! 
Czy do Was też już zawitała wiosna?
Dzisiaj zapraszam Was na świeżutka recenzję drugiej części TG :D
Gotowi? Let's go!

Tytuł: Tokyo Ghoul tom 2
Autorka: Sui Ishida
Cykl: Tokyo Ghoul (tom 2)
Wydawnictwo: Waneko
Tłumaczenie: Joanna Kochanowska
Tytuł oryginału: Tokyo Ghoul
Data wydania: czerwiec 2015
Liczba stron: 210
Kategoria: manga
Opis z okładki: Po tym, jak wszczepiono mu narządy ghula, Kaneki coraz bardziej upodabnia się do tych tajemniczych istot.
Kiedy targany wątpliwościami postanawia rozpocząć pracę w Anteiku, na horyzoncie pojawiają się "gołębie" - inspektorzy ghuli.
''Wcześniej byłem zwykłym człowiekiem...''
Po przeczytaniu pierwszej części Tokyo Ghoul'a miałam wielką ochotę na dalszy ciąg przygód Kanekiego, dlatego wzięłam do łapek kolejną mangę. 
Powiem Wam, że jestem bardzo zafascynowana Japonią, nie licząc Rosji to mój ulubiony kraj. To jedzenie, styl ubioru, kultura, język... Sushi oczywiście na pierwszym miejscu 
Każda ''część'' Japonii wydaje się zarówno niedostępna, tajemnicza, jak i fascynująca! Tak samo jest z serią autorstwa Sui Ishidy... W świecie ghouli żyjemy jeden dzień, ale toniemy w nim na znacznie dłużej..., a chodzi mi o to, że komiks ten czyta się niezwykle szybko, wystarczy wieczór pod kocykiem albo popołudnie na kocyku, a rozpamiętuje się o historii znacznie dłużej! 
O bohaterach rozpisałam się już w recenzji pierwszej części, więc dzisiaj tylko wspomnę Wam, że w tym tomie częściej mamy do czynienia z Touką, którą bardzo polubiłam. 
Oczywiście rysunki to mistrzostwo i dla mnie jako dla miłośnika ołówków, szkiców, czy jakiejkolwiek sztuki to istna rozkosz... <3 




Wiem, że te kilka zdań recenzji nie odda treści, ale może zachęcę Was piosenką oddającą nastrój Tokyo Ghoula? 
#kpop
Ostatnio naprawdę nie wiem dlaczego słucham czegoś takiego, ale idealnie pasuje do nastroju tej mangi :D Aaaa i tańczą fajnie <3 

''I niech los zawsze wam sprzyja''
Buziaki, 
StormWind :*

środa, 22 lutego 2017

Czy warto czytać książkowe nowości/miłości? - ''Całkiem obcy człowiek'' R. Stead

Cześć Kochani!
Po niecałym miesiącu przerwy wracam do blogowania... Bardzo Was przepraszam za aż tak długą przerwę, w ramach rekompensaty niedługo pojawi się niespodzianka!
A dzisiaj... Odpowiemy sobie na pytanie: ''Czy warto czytać książkowe nowości'', opowiem Wam także o najnowszej lekturze od Wydawnictwa Iuvi!
A więc jesteście gotowi? Zapnijcie pasy i jedziemy!
Tytuł: Całkiem obcy człowiek
Autor: Rebecca Stead
Tłumaczenie: Krystyna Kornas
Wydawnictwo: Iuvi
Tytuł oryginału: Goobye Stranger
Data wydania: 15 lutego 2017
Liczba stron: 328
Kategoria: literatura młodzieżowa
Opis: „Która to prawdziwa ty? Ta, która zrobiła coś okropnego, czy ta, która się przeraziła tym, co zrobiła? I czy jedna może przebaczyć drugiej?”
Bridge, Tabitha i Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń.
Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić kocie uszy i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to pomoże im przetrwać?
Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewniej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu.
A, i jeszcze Jamie, poważny starszy brat, którego głupi zakład z kumplem kończy się… no, prawie katastrofą.
Całkiem obcy człowiek to niezwykła książka o miłości i przyjaźni, zaufaniu i zdradzie, chłopakach i dziewczynach…
O nastolatkach, z których każdy usiłuje znaleźć własny sposób, by przetrwać w wariackim świecie, nie łamiąc sobie serca, i nie zwariować.
 ''Powiedzmy, że z każdym człowiekiem związane jest dziewięć tysięcy różnych rzeczy (...) i powiedzmy, że dwoje ludzi zakochuje się w sobie, bo im się wydaje, że ich rzeczy do siebie pasują. Ale nie wiedzą, że tak naprawdę pasuje do siebie tylko tysiąc z tych rzeczy''
Kiedy Storm sięga po książkę, która nie jest fantastyką oznacza to jedną z dwóch rzeczy albo zwariowała albo dostała coś w prezencie... W przypadku Całkiem obcego człowieka był to ten drugi czynnik, ponieważ otrzymałam wyżej wymienioną pozycję od Wydawnictwa Iuvi. Na początku muszę Wam powiedzieć, że książka przyszła do mnie w pięknym srebrnym woreczku... Ahhh i ja już jestem kupiona takimi ''drobiazgiem''...
Jeśli chodzi o ogólne wrażenia co do treści muszę Wam powiedzieć, że jestem zadowolona, ale nie do końca. Jest to lekka książka, którą śmiało można potraktować jako ''przerywnik'' między długimi seriami. Książka opowiada o walentynkach, więc idealnie wpisała się w tematykę lutego. Przeczytałam nią bardzo szybko, bo właściwie w 2 dni, a patrząc na to, że mam mało czasu na czytanie to naprawdę jest to szok...
O AUTORCE
Rebecca Stead - autorka książek dla młodzieży, oprócz Całkiem obcego człowieka jest także twórczynią When You Reach Me, powieści Kłamca i szpieg (która niedługo zostanie wydana przez Iuvi) oraz First Light
Rebecca wraz z rodziną mieszka w Nowym Jorku.
Akcja książki toczy się miarowym tempem, które ani nie przyspiesza, ani nie zwalnia. Dzięki temu zabiegowi czytelnik nie nudzi się czytając, a prostota przedstawionej historii uderza ze zdwojoną siłą. 
Całkiem obcy człowiek, podzielony na rozdziały, które są naprawdę krótkie i mają nazwy, a nie cyferki wzbudził we mnie wiele pozytywnych emocji, ale muszę Wam  przyznać, że nie mogłam się pozbyć wrażenia, że jestem ''za stara na tą książkę''. Po prostu bardziej przemawia do mnie skomplikowana fabuła niż opowieść o dojrzewaniu... 

Jeśli chodzi o bohaterów to są oni w kilku płaszczyznach, które z czasem ''łączą się''. Widzimy Bridge i historię jej przyjaźni z dziewczynami, Sherma z punktu widzenia dziewczyny oraz jego listy, do dziadka. Mamy do czynienia także z bratem Bridge i z dziewczyną, dla której walentynki zmienią wszystko... 
Fabuła jest więc trochę roztrzepana, ale wątki ''zazębiają się'', tworząc historię prostą. 

Plusem książki są nie tylko nazwy rozdziałów, ale też czcionka, która jest duża i idealna dla nocnych czytelników.

''Nie było czarnej linii oddzielającej Kolorado od Utah. Nie było czarnej linii pomiędzy przyjaźnią a tym, co mogło przyjść po niej.''
Nie zachwyciłam się Ugly Love, od którego uderzała prostota, ale też nuda...
Jeśli chodzi o tą książkę to moja ocena to: 6/10.
Coraz częściej słyszę zachwyty nad ''prostymi historiami'', o życiu, dorastaniu i powiem Wam, że książka ta sprawdzi się idealnie dla miłośników właśnie takich ''ludzkich historii''. Ja niestety do takich ludzi nie należę...
A jeśli nie przekonała Was recenzja to powiem Wam, że mogę tą książkę porównywać do piosenki, która wywołała we mnie zarówno zachwyt jak i negatywne emocje...

Jeszcze raz bardzo dziękuję Wydawnictwu Iuvi za egzemplarz recenzencki! 
 ''I niech los zawsze wam sprzyja!''
Buziaki, 
StormWind








niedziela, 22 stycznia 2017

Ostanowka: Rossija wyd. specjal. 1/2017

Привет! <3  
Сегодня тема: Москва. Мне очень понравилось этот город, поэтому,  я расскажу вам о неё.
<-- Cześć Kochani! 
Dzisiejszy temat: Moskwa. Bardzo mi się spodobało to miasto, dlatego opowiem Wam o nim... i oczywiście o pierwszym tegorocznym wydaniu Ostanowki: Rossiji. Zapraszam! <3

 Na początku muszę Wam powiedzieć, że gdy ujrzałam okładkę tego magazynu to oniemiałam. Jest ona tak bardzo przepiękna, że zapiera dech w piersiach. Naprawdę... Przeglądając strony gazety zobaczymy równie bajeczne zdjęcia, które z całą pewnością zachęcają do wycieczki do Rosji.   

                                 в этом выпуске:

  •     Москва - Визитная карточка
  •     Передвижение по Москве  
  •     Московские театры
  •     Кремль и Красная площадь
  •     Москва-сити
  •     Московские храмы  
  •     Сталинские высотки
  •     Жизнь в Москве

Najbardziej spodobał mi się artykuł o życiu w Moskwie, ponieważ jest po prostu prawdziwy i przydatny. Fajny jest też tekst o środkach transportu i Teatrze Moskiewskim. <3
 

Pewnie zadajecie sobie pytanie: Jaka jest Ostanowka: Rosija? Czy to magazyn dla mnie?
Ja mogę Wam powiedzieć, że wydanie to jest najlepszym z jakim dotychczas się spotkałam od Wydawnictwa Colorful Media. I nie chodzi mi tutaj tylko o fajne obrazki, ale i o treść. Dzięki temu magazynowi mogłam się w ciekawy sposób przygotować na konkurs wiedzy o Rosji i liznęłam troszkę słówek. <3
Magazyn jest dla uczących się języka rosyjskiego, ale ja proponuję nawet żółtodziobowi wziąć go do łapek. Może nawet te barwne obrazki zachęcą go do poznania cyrylicy? Szczerze na to liczę! <3    


Ten magazyn jest niczym piosenka Skillet:
Szczerze polecam (zarówno zespół, piosenkę, jak i wydawnictwo i ten numer Ostanowki: Rossiji) <3
 
ZA EGZEMPLARZ RECENZENCKI BARDZO DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU COLORFUL MEDIA! <3
Na dzisiaj to tyle. :)
''I niech los zawsze wam sprzyja''! 
Buziaki, 
StormWind :*

środa, 18 stycznia 2017

A gdyby tak zstąpić do Piekła, recenzja ''Ja, diablicy'' - K. B. Miszczuk

Cześć Kochani! 
Dzisiaj kolejna recenzja, tym razem będzie to ''czysta fantastyka'', a nie jakaś nędzna jej podróbka. ''Ja, diablica'' to polska książka... więc dlaczego trafiła w moje łapki? I co ważniejsze: Czy Piekło jest aż takie złe? Czy trójkąty miłosne kiedyś przestaną być obecne w książkach? O tym w recenzji... Zapraszam! <3
Tytuł: Ja, diablica 
Autorka: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W. A. B.
Data wydania: 6 października 2010
Liczba stron: 416
Kategoria: fantastyka <3
Opis: Gdy dwudziestoletnia Wiktoria zostaje zamordowana, zaczyna nowe życie. Dosłownie. Trafia do piekielnego Los Diablos, gdzie dostaje intratną posadę diablicy. Jej zadaniem jest targowanie się o dusze zmarłych, czyli potencjalnych nowych obywateli Piekła. Jednak Wiktoria nie potrafi pogodzić się ze swoją przedwczesną śmiercią, dlatego ciągle wraca na ziemię. Postanawia też zawalczyć o miłość swojego życia i... wybrać między przystojnym diabłem Belethem a śmiertelnikiem Piotrem.
''- Ślicznie wyglądasz, kochanie. - Beleth bezczelnie wpatrywał mi się w dekolt.
- Dziękuję, ale oczy mam wyżej - mruknęłam z przekąsem.
- Doskonale zdaję sobie z tego sprawę - odparł z lubieżnym uśmiechem. - Jednak twój dekolt jest znacznie bardziej kuszący.''

Zaczęłam cytatem, który powalił mnie na łopatki...
O Ja, Diablicy słyszałam już baaardzo dawno temu, ale to Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie i spotkanie z autorką zachęciły mnie do przeczytania tej pozycji.  Już po zerknięciu na opis byłam bardzo podekscytowana, ponieważ czytając książkę B. M. Sanchez pt. Dzień, w którym umarłam bardzo spodobała mi się tematyka przewidywania ''co jest dalej po śmierci'' i byłam ciekawa pomysłu pani Miszczuk.

Sam pomysł przedstawienia Piekła jest cudowny. Autorka zaskoczyła mnie swoją oryginalnością. W książce K. B. Miszczuk poznajemy Piekło jako miejsce wiecznych imprez, szaleństwa i... szczęścia. Niebo jest nudne i przewidywalne.
Akcja bardzo mile mnie zaskoczyła, ponieważ od pierwszej strony jest bardzo szybka. Porywa czytelnika. Według mnie zwalnia dopiero koło 300. strony, kiedy to mnie na przykład Ja, diablica zaczęła nudzić niedograniami związanymi z trójkątem miłosnym, który się pojawia.

NOTA O AUTORCE
Lekarka, w 2013 roku ukończyła Warszawski Uniwersytet Medyczny. Swoją debiutancką powieść "Wilk" (2006) napisała w wieku piętnastu lat, a wydała trzy lata później. W roku 2009 ukazała się kontynuacja tej książki - "Wilczyca". Została za nią nominowana do Nagrody Nautilus, będącej corocznym plebiscytem czytelników na najlepszy polski fantastyczny utwór literacki.

Bohaterowie to między innymi Wiktoria, Beleth, Piotrek (okropne imię), Kleopatra i Azazel.
Trzy pierwsze, wyżej wymienione postaci tworzą śliczny trójkącik, na myśl którego naprawdę nie mam ochoty pisać tej recenzji.
To, że w jednej bohaterce zakochuje się więcej niż jeden facet to normalka, w tym gatunku to nawet więcej niż ''normalka'', ALE ILE MOŻE WLEC SIĘ TRÓJKĄT?! Zachowanie głównej bohaterki to totalny absurd, a to co zrobiła na koniec książki zniszczyło moją psychikę...
Beleth, upadły anioł. Wyobrażam sobie go jako cwaniaczka ze zboczonym uśmieszkiem. Ale dziewczyny: Czy my właśnie takich bohaterów nie kochamy? Nie wiem jak wy... Ale ja i moja przyjaciółka tak... Z całą pewnością postać tego gościa zainteresuje dziewczyny z #TeamWarner lub/i #TeamAlois.
Jeśli chodzi o to dziwadło o paskudnym imieniu, znaczy Piotrka to mogę go określić jednym słowem: śmiertelnik. Nic więcej... Normalny facet, jak dla mnie beznadziejny... I świadczy o tym też fakt, że nie podkreśliłam żadnej jego wypowiedzi, a Beletha prawie wszystkie...
#TeamBeleth! 
'' - Jeśli uważasz, że w gabinecie Lucyfera zedrę z ciebie garnitur, to się mylisz - oświadczyłam, a on zrobił minę zbitego psa.
- A może chociaż same spodnie? - zaproponował nieśmiało. Spojrzałam na niego ostro.
- Zboczeniec...
- Ty zaczęłaś. - Uśmiechnął się od ucha do ucha.''
UWAGA SPOJLERY!
A tak na marginesie mówiąc, do końca liczyłam, że wybierze Beletha, ale nie, główna bohaterka, przeciągała trójkąt do samego końca, wybrała sierotę Piotrka, na co Beleth mówi: ''że będzie walczył''. Zachowanie diabła na koniec jest tak bardzo piękne, nie każdy potrafi przecież dać komuś odejść... Obawiam się tylko, że w drugiej części znowu pojawi się wesoły trójkąt i dlatego na razie sobie ją odpuszczam...
KONIEC SPOJLERÓW


 Na koniec parę słów o wydaniu.
Okładka jest podwójna, to znaczy, że nie jest taką normalną miękką, ale grubszą i z ''dwoma warstwami''. Pierwszy raz się z czymś takim spotykam, uważam że to genialny pomysł, książka napewno się mniej zniszczy. Mniej podoba mi się przedstawiony wygląd Wiktorii, ale każdy ma swój gust.
Czcionka idealna, ułatwia z całą pewnością szybkie czytanie.
Plusem z całą pewnością jest cyfra obwieszczająca początek rozdziału, która nie wiem jak Wam, ale mi kojarzy się z drogą do Piekieł...


Mogę Wam tą książkę określić fragmentem wiersza Poświatowskiej
''wzmogła
rytm serca
rozdrażniła
mój żywy organizm
rozkołysała zmysły''.
Bo właśnie taka jest ''Ja, diablica''. Wzmaga rytm serca, kołysze zmysły i zabija na końcu.  
Polecam w szczególności miłośnikom fantastyki, którzy przymykają oko 
na trójkąt miłosny...  
Moja ocena: 8/10  

ZA EGZEMPLARZ RECENZENCKI BARDZO DZIĘKUJĘ GRUPIE WYDAWNICZEJ FOKSAL. <3


''I niech los zawsze wam sprzyja'' 
StormWind

niedziela, 25 grudnia 2016

Moja kolejna podróż do Japonii - ''Tokyo Ghoul tom 1'' Sui Ishida

Cześć Kochani!
Dzisiaj przeniesiemy się do cudownej Japonii, w świat komiksów. Wiem, że większość z Was woli prozę i ''klasyczne książki'', ale dzisiaj wyjątkowo pozwólcie mi popaplać o mandze okay?
Jeśli ktoś się nie zgodził może od razu opuścić tą stronę 
A tak całkiem poważnie: zapraszam na świąteczną recenzję w japońskim stylu! 

Tytuł: Tokyo Ghoul tom 1
Autorka: Sui Ishida
Cykl: Tokyo Ghoul (tom 1)
Wydawnictwo: Waneko
Tłumaczenie: Joanna Kochanowska
Tytuł oryginału: 東京喰種-トーキョーグール-
Data wydania: 15 kwietnia 2015
Liczba stron: 224
Kategoria: manga
Opis z okładki: To tu skrywa się źródło "rozpaczy"...
Wtapiają się w tłum, polują na ludzi i pożerają zwłoki. Nazywa się je "ghulami". Losy młodzieńca, który przez przypadek styka się z taką istotą, zmieniają się całkowicie. Jego życie już nigdy nie będzie takie jak dawniej...
źródło opisu: Waneko, 2015
źródło okładki: http://waneko.pl

''Jeśli jednak ktoś napisałby powieść na podstawie moich doświadczeń z pewnością... byłaby to tragedia.''
Ogólnie ten cytat jest tak bardzo prawdziwy, że aż płaczę ze śmiechu. Myśleliście kiedykolwiek o tym, że może bohaterowie, o których czytamy trzymają w łapkach pozycje o nas? Pomarzyć można...
Okay, wracamy do mangi!
Ostatnimi czasy ''poszerzam horyzonty'', nastawiam się na nowe gatunki, tak więc sięgnęłam po kolejną mangę. Jeśli ktoś jest ze mną chociaż od paru miesięcy to powinien pamiętać wakacyjną recenzję Kuroshitsuji, a jeśli nie to tutaj macie link! :D
Tokyo Ghoula zamówiłam totalnie przypadkiem, chociaż już dawno się na niego czaiłam.
I teraz tak myślę, potrzebna mi terapia, bo znowu dużo wydaję pieniędzy na książki...
''Ból jest twoim przyjacielem, sprzymierzeńcą... Ból mówi, kiedy jesteś poważnie ranny... A wiesz, co jest w bólu najlepsze? Pokazuje, że nie jesteś jeszcze... MARTWY!''
Tokyo Ghoul jest na tyle popularną mangą, że kojarzy ją praktycznie każdy. Dlaczego? Czy ze względu na te powalające rysunki? A może to wina/zasługa treści?
Według mnie pierwszym podstawowym powodem jest niebanalny pomysł na komiks. Historia ghouli, którzy żywią się ludźmi z całą pewnością nie jest banalna. Czy jest przerażająca? Sama nie wiem. Na okładce widnieje napis ''od 16 lat'', ale nie powinniście nim się zniechęcać. To, co jest naprawdę niesamowite w twórczości autorki i jej pisaniu, rysowaniu to z całą pewnością dynamika. Postaci nie są leniwe, cały czas ''coś'' się dzieje.

Tokyo Ghoul jest absolutnie niezwykłą historią. Życie głównego bohatera po starciu z ghoulem zmienia się o 360 stopni. Walczy on potem ze swoją złą, demoniczną stroną i powiem Wam szczerze, że jest to wzruszające i prawdziwe. Każdy jest trochę inny w szkole niż w domu. Dwie strony medalu. Dwa odbicia Kanekiego. Może czasami kieruje nami zawiść i ''głód'', ale książka Sui Ishidy uczy nas przezwyciężania słabości.
Mamy również przykład przyjaźni Kanekiego i Nagachiki. Dzięki niej możemy postawić sobie dwa pytania: Co by było gdybym ja się stał potworem? I co jestem w stanie zrobić dla najbliższych?

Jeśli moja recenzja jeszcze Was nie zachęciła, mam nadzieję, że uczyni to piosenka, która idealnie oddaje charakter Tokyo Ghoula...
Mój ukochany zespół! <3 Jedna z najlepszych, najbardziej popularnych piosenek. <3
Moja ocena mangi: 8/10

Na dzisiaj to tyle! 
WESOŁYCH ŚWIĄT SŁONECZKA! 
Trzymajcie się cieplutko! 
''I niech los zawsze wam sprzyja''!
Buziaki, 
StormWind :*

Wykonała Ronnie